Projektowanie systemowe zamiast mebli na wymiar. Rozmowa z Weroniką Politowicz, dyrektorką kreatywną Arrocco
- 6 dni temu
- 3 minut(y) czytania
Arrocco nie jest kolekcją pojedynczych mebli, tylko całym systemem. Od czego właściwie zaczęła się ta droga? Czy były badania i analizy przed powstaniem produktu B2C?
Zawsze zaczynam od analizy. Na początku współpracy z Intarem przygotowałam coś, co nazywam „Księgą Projektu”. To rozbudowany dokument strategiczny - łączy analizę rynku, konkurencji, sposobów sprzedaży, estetyki i komunikacji wizualnej. Nie interesuje mnie tylko to, jak produkt wygląda. Kluczowe jest, dla kogo powstaje, w jakim modelu biznesowym będzie sprzedawany i jakie ma mieć pozycjonowanie cenowe.
Pierwsza kolekcja - Debiut - miała funkcjonować jako white label z wyższą marżą, ale rynek to zweryfikował. Produkty bez własnej, silnej marki są zawsze spychane na dalszy plan. Wtedy stało się jasne, że nie wystarczy „dobrze zaprojektować meble”. Potrzebny jest utrwalony brand i system sprzedaży, który połączy produkcję, architektów, stolarzy i klienta końcowego.
Wróciliśmy więc do moich pierwotnych wniosków i zaczęliśmy budować Arrocco jako model B2B2C - markę, która integruje cały łańcuch wartości. Kuchnie stały się naturalnym pomostem między możliwościami produkcyjnymi Intaru a doświadczeniem klienta końcowego.

Jak wyglądał sam proces projektowy? Od pierwszych szkiców do gotowych kolekcji.
Proces był dużo bardziej strategiczny niż czysto kreatywny. Klient określił liczbę kolekcji - dziesięć - i to od razu narzuciło ramy. Wiedziałam, że każda z nich musi reprezentować inny segment estetyczny i cenowy, ale jednocześnie wszystkie muszą budować jedną, spójną tożsamość marki.
Zaczęłam od mapowania trendów i ich selekcji. Nie interesują mnie chwilowe mody, tylko kierunki, które mają potencjał utrzymać się przez lata. Dopiero później przypisywałam je do konkretnych materiałów i budżetów - płyt, okuć, akcesoriów dostępnych w ofercie Intaru.
Na tej podstawie powstawały rozbudowane moodboardy i tablice materiałowe. Potem szkice brył, proporcji, detali technologicznych. Bardzo szybko wchodziliśmy w konkret - wymiary, grubości, systemy montażu, możliwości maszyn. To nie był etap „ładnych wizualizacji”, tylko praca bardzo blisko produkcji.
Dużo mówisz o produkcji. Jak bardzo technologia wpływała na projekt?
Ogromnie. W Arrocco design nie jest oderwany od fabryki.
Analizowaliśmy park maszynowy, stolarnie, technologie, dostawców, powtarzalność elementów, logistykę. Każda decyzja estetyczna musiała mieć uzasadnienie produkcyjne. Jeśli detal podnosił koszt albo zwiększał ryzyko błędu - szukaliśmy innego rozwiązania.
Kluczowy był też konfigurator brył meblowych, zintegrowany bezpośrednio z produkcją. Wiele osób postrzega takie narzędzia jako ograniczenie kreatywności. Ja widzę je jako system porządkujący tą kreatywność. Te ograniczenia zmuszają do dyscypliny projektowej i sprawiają, że produkt jest skalowalny i powtarzalny.
Dzięki temu minimalizujemy błędy wykonawcze, a jednocześnie skracamy czas projektowania i wdrożenia. To realna przewaga biznesowa, nie tylko estetyczna.
Jak wyglądało testowanie kolekcji?
Bardzo klasycznie, tylko na dużą skalę. Prototypy, testy wytrzymałościowe, próbki materiałów, sprawdzanie różnych dostawców, wizyty w fabrykach, rozmowy z producentami AGD.
Pierwsza kolekcja była dla nas poligonem doświadczalnym. To wtedy wyszły wszystkie słabe punkty - zarówno technologiczne, jak i organizacyjne. I to było bezcenne, bo pozwoliło je wyeliminować przy kolejnych liniach.
Równolegle cały czas testowaliśmy sam konfigurator i jego integrację z produkcją. Czasami drobna zmiana w systemie cyfrowym miała większy wpływ na efektywność niż redesign mebla.
ARROCCO mówi o „systemie” i personalizacji, a nie meblach modułowych czy na wymiar. Co to w praktyce oznacza dla klienta?
To coś pomiędzy.
Nie są to typowe moduły, które składa się jak klocki, ani klasyczne meble na wymiar projektowane od zera za każdym razem. To autorski system wzorniczy, w którym mamy gotowe, przemyślane kolekcje, a następnie dopasowujemy je do przestrzeni z dokładnością do milimetra.
Klient nie zaczyna od pustej kartki. Zaczyna od spójnej koncepcji estetycznej, która została już przetestowana technologicznie i produkcyjnie. To skraca proces, zmniejsza liczbę błędów i daje jakość segmentu premium.
Jaką rolę odgrywa przestrzeń sprzedaży i showroomy?
Ogromną. Dla mnie showroom to nie ekspozycja, tylko fizyczna manifestacja marki.
Projektując przestrzenie Intar x Arrocco, traktowaliśmy je jak trójwymiarowy brandbook. Materiały, światło, grafika, stylizacja - wszystko ma opowiadać tę samą historię, co kolekcje na zdjęciach.
Dzięki temu klient nie ogląda pojedynczych mebli, tylko doświadcza całego systemu. A to zupełnie zmienia sposób podejmowania decyzji zakupowych.
Co było dla Ciebie najważniejszym wnioskiem z tego projektu?
Że design przestaje być dodatkiem do produktu. Staje się narzędziem organizacji biznesu.
Dobrze zaprojektowany system potrafi jednocześnie uporządkować produkcję, komunikację, sprzedaż i doświadczenie klienta. I właśnie to najbardziej mnie dziś interesuje - projektowanie nie obiektów, tylko struktur, które działają długofalowo.













Komentarze